Zaznacz stronę

Od 0 do 1 000 000 wyświetleń na YouTube – Sylwia Machnik – Milma

Nie mogłem się doczekać kiedy ten artykuł ujrzy światło dzienne. Po 13 miesiącach pracy w cieniu w końcu pokazujemy co zrobiliśmy od marca 2018 do pierwszych dni kwietnia 2019 roku. Krok po kroku. To będzie jeden z dłuższych artykułów jakie przeczytasz. Jest on aktualny na kwiecień 2019.

Przeczytaj do samego końca, jeśli:
– interesuję Cię wykorzystanie video w biznesie,
– myślisz o nagrywaniu swojej pracy i publikowanie na Youtube,
– zależy Ci na tworzeniu mocnego zaplecza promocyjnego swojej pracy,
– chcesz zobaczyć jak wygląda od kuchni tworzenie kanału na Youtube.

Ostrzegam ten artykuł ma ponad 4500 słów, a przeczytanie go zajmie Ci tyle co solidny spacer. Przygotuj sobie co do picia i zapraszam Cię na wycieczkę do mojego świata.

Na co dzień prowadzę własną firmę, Drukarnię Repromania. Jest to bardzo angażujące i ciekawe zajęcie, głównie dzięki ciekawym, różnorodnym i niejednokrotnie niebanalnym klientom i partnerom. Jednak równie dobrze czuję się w roli osoby pomagającej innym specjalistom budować ich małe poletka pracy, ich małe firmy. I jest to jedno z moich działań którym w kolejnych latach będę poświęcał sporo uwagi. Działam jak jednoosobowa agencja marketingowa wspierająca świetnych profesjonalistów w zabłyśnięciu w sieci.

Ten długi artykuł pokazuje jak można pracując na etacie rozpoczynać swoją poboczną działalność i stopniowo na niej zarabiać. Opisuję tutaj prawdziwą współpracę z Sylwią Machnik rozwijającą swoją firmę Milma, w ramach której edukuje na temat tego jak kiedyś żyli ludzie, jak dawniej gotowano, jak wyglądały dawne przedmioty codziennego użytku.

Mam nadzieję, że ten artykuł pokaże Ci w jaki sposób można stopniowo rozwijać swój pomysł. Jeśli potrzebujesz porady lub pomocy – odezwij się do mnie.

Dlaczego doszło do tej współpracy?

O planach powstania tej firmy wiedziałem już jakieś dwa lata temu. Najpierw jako luźny pomysł na kiedyś, pojawiający się w rozmowach między innymi tematami. Nie raz i nie dwa.

Pierwsza wskazówka warta odnotowania:

Mów o swoich pomysłach i planach ich realizacji. Same pomysły są nic nie warte i nikt Ci ich nie ukradnie, bo najtrudniejsze i tak jest zrobienie, a nie wymyślenie. Dziel się pomysłami, pytaj obcych ludzi i wychwytuj co powoduje zainteresowanie.

Miesiące później pomysł powrócił już jako bardziej skonkretyzowany i w nieco innej formie, a dokładniej wniosku o dofinansowanie na rozpoczęcie działalności.

Potem była długa historia oczekiwania na wyniki i pozytywna decyzja organu przydzielającego środki. Radość i nadzieja na nowe. A potem biurokratyczne wymogi, dziwna zmiana interpretacji budowlanej i ze środków nici. Kilkadziesiąt tysięcy poszło sobie heeeeen daleko. Można się solidnie wkurzyć. I poddać.

Jednak mimo niepowodzenia Sylwia nie poddała się i uznała, że pójdzie za ciosem. I to był dla mnie znak, że warto zainwestować swój czas w tę współpracę. Wiele osób mówi, że coś chce zrobić, ale nic za tym nie idzie. Ba, większość z nas ma jakieś pomysły, które mogłyby poprawić ich życie tylko wydaje im się, że: czegoś nie mają, czegoś, nie potrafią, to nie jest ten czas.

Słysząc to od razu zaświtał mi pomysł na to, że moglibyśmy połączyć siły. Zwłaszcza, że bardzo chciałem wypróbować wszystko czego nauczyłem się jako przedsiębiorca o tworzeniu strategii, procesów, marketingu, promocji i wielu innych rzeczach. Dla mnie to także kolejne pole nauki przedsiębiorczości w praktyce oraz rozwijanie swoich usług w tym zakresie. Było to w lutym 2018 roku. Niedługo potem złożyłem ofertę nie do odrzucenia. I rozpoczęliśmy współpracę

Sylwia: Byłam tak zdeterminowana po niepowodzeniu z dotacją, że propozycja współpracy spadła mi z nieba. Wojtka znałam kilka lat i realizowałam z nim projekty z sektora organizacji pozarządowych. Wiedziałam, że to solidna firma i ma już przemyślaną jakąś strategię. Spodziewałam się też, że niektóre działania mogą być niestandardowe, ale nie bałam się. Chciałam działać i nie miałam obaw korzystać z rozwiązań, których może do końca nie znałam, ale wiedziałam, czułam, że są dobre.

Założenia naszej współpracy

Założeniami projektu było:

Działamy razem

To znaczy, że obie strony są zaangażowane w budowę tak naprawdę małej firmy od początku. Tyle, że ja nie mam udziałów 🙂

Ja robię wszystko tak jakbym robił dla siebie

Rozumiem to postępowanie w sposób, który uznaję za skuteczny w większości przypadków startujących projektów. Daję całą swoją wiedzę, umiejętności i narzędzia jakie mam.

Nie mówimy światu o moim wkładzie w to działanie

Tym warunkiem chciałem uniknąć choćby niewielkiego wpływu, który mógłby powodować myślenie odbiorców „No tak, takiego ma pomagiera to wszystko łatwo idzie. Ja to tak nie mogę”. A przede wszystkim tak już mam, że lubię stać z tyłu, w cieniu i robić swoje. Tą stroną internetową i innymi aktywnościami nieco wychodzę z cienia by móc dotrzeć do większej liczby osób, którym się to przyda.

Na koniec dość transparentnie pokażemy jak to szło, np. w formie takiego artykułu.

Moim zdaniem będzie to wartościowe, dla osób, które także chcą przejść drogę rozwijania swoich pasji i zarabiania na nich. Stopniowo, krok po roku, a jednocześnie bez wydawania dziesiątek tysięcy na agencje marketingowe. A dodatkowo może zainteresuje to kogoś do współpracy ze mną.

We wstępnym założeniu zakładaliśmy 3 miesiące współpracy.

Oboje pracujemy (ja w swojej firmie, Sylwia na etacie), zatem mieliśmy na to czas tylko wieczorami i w weekendy. Był to nasz projekt poboczny. Wstępnie założyliśmy 3 miesiące, bo nie byłem pewny ile czasu będę mógł na to poświęcić. Okazało się, że z różną częstotliwością pracujemy do dzisiaj.

Nie wydajemy niepotrzebnych pieniędzy

Kolejnym założeniem było wydawanie możliwie mało środków, a maksymalnie dużo pracy. Na początku w firmie zwykle nie ma pieniędzy, natomiast jest czas. Potem się to zmienia. Wydaliśmy trochę pieniędzy na reklamę na facebooku, wydruki do warsztatów, jakieś niezbędne wydatki (o nich później), ale wszystko z założeniem, by minimalizować koszty. Od razu powiem, że teoretycznie prawie wszystko da się zrobić bez pieniędzy, jednak jest to o wiele droższe, bo kosztuje mnóstwo CZASU.

Ważnym aspektem jest też to, że Sylwia jest delikatnie mówiąc nietechniczna (choć obecnie już nieco ogarnia fanpage na Facebooku i komentarze na Youtubie). Dla mnie to z kolei chleb powszedni więc miałem duże pole do pokazania i przekazania swojej wiedzy i merytorycznej i technicznej. A że to lubię, to tym lepiej nam to szło.

Ale od czego zacząć?

Jak wspomniał kiedyś Alex Barszczewski na swoim blogu „Nie wiesz od czego zacząć, zacznij gdziekolwiek”. Najczęściej tak właśnie działaliśmy, jednak tutaj zaczęliśmy od początku czyli o odpowiedzenia na najważniejsze pytania.

  • Czym chcesz się zajmować?
  • Co chcesz przekazywać innym?
  • W jakiej formie chcesz to robić?
  • Dlaczego chcesz to robić?
  • Co to wnosi dla odbiorców?

Te ważne pytania są często pomijane i sporo osób od razu zaczyna i zabiera się za ostrą robotę. W zasadzie wcale się nie dziwię. Trzeba nad tym usiąść, pomyśleć, mamy wrażenie, że nic nie robimy. Jednak bez odpowiedzi na te pytania, po jakimś czasie może się okazać, że wchodzimy po drabinie, ale opartej o złą ścianę. I trzeba zmieniać fundamenty.

Skonkretyzowanie działań i usług

Przez kilka wieczorów pod rząd określaliśmy unikalne cechy tej działalności, a są to:

oryginalność, dbałość o historię regionu, edukacja przez zabawę i warsztaty, interaktywność i tradycja

Z nich wypłynęły kolejne elementy.
Przeszliśmy dalej do poszukiwania formy pracy oraz możliwości zarabiania. Po poszukiwaniach określiliśmy, że na początku będą to warsztaty dla dzieci i młodzieży i (nieco później) spotkania autorskie. Po kilku miesiącach okazało się, że warsztaty dla dorosłych z pieczenia chleba cieszą się nawet większym powodzeniem.

Tematyka moim zdaniem niełatwa: historia, tradycja, edukacja to w połączeniu nie są tematy hiperpopularne. Jednak bardzo wartościowe i pożyteczne dla budowania tożsamości historycznej. Nie są to dla ludzi tak palące problemy jak bolący ząb, niska płaca czy brak jedzenia w lodówce, ale potrzeby wyższego rzędu, zaspokajane nieco później. I było to jednym z wyzwań.

I teraz jedno z najważniejszych tematów: kto jest twoim klientem i za co TAK NAPRAWDĘ płaci? Brak lub niedokładna identyfikacja grup klientów oraz tego co tak naprawdę i dlaczego kupują jest najczęściej drogą na skróty do porażki w takim projekcie.

Sylwia:

Ten etap był dla  mnie łatwy bo miałam wszystko przemyślane. Jedyna trudność to było działanie oficjalne, w Internecie. No, ale dałam się przekonać i nie żałuję.

W sprawach graficznych prawie całkowicie zaufałam doświadczeniu Wojtka. Dotychczas zrobił dla mnie na gruncie zawodowym, dużo plakatów, ulotek, naklejek i wszystko mi się podobało. Jeżeli chodziło o kwestie typowo merytoryczne, to znowu on się nie wtrącał i przyjął, że tu ja jestem ekspertem. Chyba nawet nie było ani jednej burzliwej dyskusji. Współpraca układała nam się spokojnie i zgodnie.

 

Za co NAPRAWDĘ płacą klienci?

Na przykład: ktoś zlecający zrobienie mi wydrukowanie ulotki, nie zamawia kawałka papieru pokrytego farbą. Zamawia narzędzie, które (jak ma nadzieje) zachęci jego klientów do zakupu produktów, które przygotował.
Kiedy ktoś zamawia u mojej siostry wyczesany tort to nie kupuje mąki z jajkiem przełożonej śmietaną. Kupuję wspaniałe doświadczenie wizualne podczas ważnej uroczystości i jeszcze większą przyjemność po jego spróbowaniu.

Wskazówka: pomyśl za co tak naprawdę płacisz kupując zeszyt dla dziecka, opony zimowe i kurs pieczenia ciast. Pomyśl za co płacą kupując twoje produkty i usługi.

Wypisywaliśmy też wiele pomysłów pobocznych, które prędzej czy później mogą zostać zrealizowane. Jednak takie pomysły, zwłaszcza te dobre, szybko uciekają i trzeba je koniecznie zapisywać. A czas jest ograniczony i wszystkiego naraz nie da się zrobić.

Strategia działania i promocji

Proces tworzenia strategii to zwykle kilkutygodniowa praca analizująca daną nisze rynkową, konkurentów, produkty, klientów i wiele innych ważnych aspektów. Taka analiza kosztuje minimum kilka tysięcy złotych (5000+) i moim zdaniem zwykle wartą ją wykonać. Jednak zaczynając i mając ograniczone środki trzeba pomyśleć nieco inaczej.

Startując jakiś projekt mamy pewne jego wyobrażenia. Będziemy robili to, a nie tamto. Będziemy pracować głównie dla takich firm, a raczej nie dla innych. Zarobimy pieniądze w ten sposób, a inaczej się nie da. Te wszystkie założenia to nasze HIPOTEZY, które musimy zweryfikować. Weryfikacje pokazuje, czy mieliśmy racje czy nie. A często wiele rzeczy nam się wydaje. Jeśli masz sztywną wizję tego co koniecznie chcesz zrobić i nie bierzesz pod uwagę konieczności przetestowania wielu opcji – prawdopodobnie nie znajdziemy pola do współpracy.

Wskazówka: nie przyjmuj swoich opinii jako prawd objawionych! Traktuj je jako domysły, które mogą, ale nie muszą okazać się prawdziwe. To niesamowicie trudne, ale pozwala otworzyć się na opcje, których często nie braliśmy pod uwagę.

W naszych rozmowach często padała formułka, że zdanie, które padło wcześniej to hipoteza, a nie fakt. Także z ostrożnością podchodzę do tego czego ja jestem pewien, że działa. Bo zwykle działa, ale może tutaj nie zadziała, bo tematyka jest nietypowa. Sprawdźmy to.

Jest pewien wachlarz działań, które mocno przybliżają nas do efektów. Nigdy, nie jest tak, że działają te same metody, choć podstawy są podobne. Zainteresowanie odbiorców, danie im wartościowej treści, przekonanie do zakupu, dowiezienie najlepszej możliwej jakości. To co robiliśmy w kolejnych tygodniach i miesiącach to zwiększanie szans na pozytywny efekt czyli pierwsze zarobione pieniądze.

Wracając do Sylwii – ułożyliśmy plan działań i rozpoczęliśmy wdrażanie.

Bez logo można działać, bez oferty nie

Kiedy plan działań był gotowy rozpoczęliśmy od szybkiego logo. To zwykle nie jest potrzebny element, dopóki nie mamy klientów, ale widzę, że wiele osób uznaje je za konieczne. Z uwagi, na to, że wiedziałem jak szybko będzie nam potrzebne do zrobienia strony i oferty to zabraliśmy się za to już teraz. Przy wielu innych produktach zacząłbym od oferty.

Tym, jak i większością zadań technicznych zająłem się ja. Pobawiliśmy się kolorami, które pasowały do tematu i podobały się Sylwii. Potem pooglądaliśmy możliwe konfiguracje sygnetów (tutaj to kociołek) i logotypów. Dyskusja trwała maksymalnie godzinę.

Następnie inspirując się tymi przykładami narysowałem logo (kilka godzin) i dzień później temat był zamknięty.
Oto efekt.

Postawienie www i  fanpage

Nie robiliśmy wizytówek, bo obecnie twoją najlepszą wizytówką jest fanpage, profil prywatny na facebooku i to co tam publikujesz. To tam klienci cię sprawdzają, obserwują i widzą co piszesz.
Fanpage powstał bardzo szybko, podobnie jak pierwszy post o nowej działalności.

Sam dobrze pamiętam, jak wiele razy zaczynałem nowe projekty. Byłem wtedy zarówno podekscytowany tym, że właśnie pokazuję nowe dziecko światu jak i nieco zestresowany odbiorem. Nie wiem czy to kwestia ludzi którymi się otaczam czy tematyki projektów jednak zawsze dostawałem pozytywne wsparcie i ciekawą informację zwrotną.

Tutaj było podobnie i wcale się nie dziwię. Stało się to co zwykle – czyli entuzjaści polajkowali i pogratulowali decyzji, reszta przewinęła facebooka dalej. Wkrótce mieliśmy zacząć produkcje treści, by docierać do szerszego grona i budować zasięgi.

Wideo to z pewnością format w jaki warto inwestować, bo w kolejnych latach będziemy coraz więcej treści konsumowali w ten sposób. Próbowałem namówić Sylwię na to, by od razu przejść do wideo, jednak wtedy jeszcze było za wcześnie. Po rozmowie padło – będę pisała bloga, zawsze chciałam pisać.

Jak blog to obecnie jedynie na własnej stronie. Moim zdaniem nie warto inwestować w zewnętrzne platformy, które i tak są hurtowo zamykane. Własna domena, WordPress i jazda.
Skromny blog jest dostępny pod adresem https://milma.com.pl i ostatnio zyskał sporo popularności mimo bardzo skromnej formy i treści.

Szczególnym zainteresowaniem cieszył się przepis na pyszny jabłecznik, który był udostępniany na wielu grupach kulinarnych, a film z instrukcją jak go zrobić obejrzało kilkadziesiąt tysięcy osób. Podobnie wpisy z przepisami na modne ostatnio robienie chleba  w domu. Zresztą dodam tylko, że nawet początkowo chłodno nastawiona do tych filmów żona moja cudowna, obecnie regularnie piecze dla nas chleb z tego przepisu 😊

Czy jesteś firmą medialną czyli tworzenie treści

25 i nawet 20 lat temu sprowadzałeś lub produkowałeś cokolwiek i było branie. Mniej czy bardziej, ale się sprzedawało. Bo wielu produktów po prostu nie było. Dzisiaj żyjemy w zupełnie innym świecie – cyfrowym, szybkim, gdzie uwaga ludzi to towar deficytowy.

Obecnie podstawowym sposobem docierania do klientów jest tworzenie wartościowych treści. Jest nawet taka koncepcja, która mówi, że firmy powinny być obecnie przede wszystkim firmami medialnymi, bo tą drogą najlepiej możemy przyciągnąć zainteresowanie odbiorców. Najpierw dawać dużo interesujących treści i dopiero proponować dopasowany produkt, a nie od razu krzyczeć „dej mie kase!”. Widzę dookoła tak wiele przykładów działania strategii znanej jako marketing treści i sam chętnie ją stosuję. A jeśli chcesz poczytać o tym nieco więcej polecam książkę „Ekonomia wdzięczności”. Bardzo polecam.

Zaczęliśmy od tekstów najprostszych – o tym czym będzie się zajmowała, jak wyglądają stare przedmioty i do czego służą, jak wyglądają dawne rośliny. Pierwsi odbiorcy, pierwsze lajki, pierwsze komentarze. Jest kilka metod na sprawdzenie co już teraz jest interesujące dla Twoich klientów, ale to szeroki temat, więc zostawmy na inny tekst.

W tworzeniu treści najtrudniejszy jest reżim pracy – regularne tworzenie, codzienne spisywanie pomysłów, walka z gorszymi dniami i takie tam typowe problemy życia jak: praca, gotowanie, wynoszenie śmieci, choroby i 247 innych. Nie jest to łatwe, ale budowanie kamień po kamieniu w dłuższym czasie daje wielkie skumulowane efekty.

Pierwsze teksty, jak i większość kolejnych została podpromowana reklamą by dotrzeć do wcześniej określonej grupy ludzi. Koszt wypromowania posta jest dowolny – możemy wydać tyle ile chcemy. Na początek wydawaliśmy po 5-10 zł na post by dotarł do kilkudziesięciu czy kilkuset osób. Niestety bezpłatne zasięgi na facebooku są obecnie mizerne, a będą jeszcze gorsze. Można z tym walczyć, ale kosztuje to mnóstwo czasu i często i tak okazuje się mizerne w skutkach. Lepiej wykorzystać reklamy i za kilkanaście-kilkadziesiąt złotych dotrzeć do bardzo konkretnej grupy odbiorców.

Stworzenie oferty

Wreszcie mając stronę, pierwsze teksty, fanpage i pierwszych fanów trzeba się zabrać za prawdziwe wyzwanie – stworzenie oferty, która będzie interesująca dla odbiorców i pozwoli jej zarobić. W ofercie znalazły się zdjęcia z wcześniejszych warsztatów (bo tych przed rozpoczęciem naszej współpracy i tak robiła sporo), opinie osób, z którymi współpracowała, propozycje i warunki tematów. Wszystko zamknięte w przyzwoitym i prostym pliku PDF by łatwo wysłać mailem.

Każdy z nas rozpoczynając swój biznes nie zaczyna od zera. Wnosi dotychczasowe doświadczenie, kontakty z ludźmi, znajomość innych branż w których pracował. Wnosi sporo wiedzy o funkcjonowaniu między ludźmi i ich oczekiwaniach. Nigdy nie zaczynasz od zera, nawet tuż po studiach (o ile masz odrobinę rozumu i refleksji). Warto te zasoby wykorzystywać przy otwieraniu nowych projektów, a niemal każdy z nas będzie to robił w ciągu życia przynajmniej kilkukrotnie.

Tutaj atutem była znajomość wielu placówek, które mogą być zainteresowane takimi warsztatami. Zaczęło się od standardowego wysyłania maili z ofertą, co jednak nie jest najskuteczniejszą metodą i o tym wiedzieliśmy. Jednak warto ją sprawdzić, bo znajomość innych ludzi w branży często jest pierwszym krokiem do pozyskania klienta.

Pierwszy klient

To wszystko działo się w ciągu 2-3 pierwszych tygodni 2018 roku. Pod koniec marca i na początku kwietnia były święta, sporo innych obowiązków i przez około 2 tygodnie praca zwolniła. Nie jest to nic dziwnego – pierwszy miesiąc takiej współpracy jest zwykle najcięższy, bo trzeba dobrze przemyśleć wiele spraw i zaplanować działania. I oczywiście zacząć je realizować.

W pierwszej połowie kwietnia na facebooku ogłoszono imprezę idealnie wpisująca się w tematykę działalności Sylwii – I Dolnośląski Festiwal Kuchni Historycznej Twierdza Smaków na Zamku Czocha. No po prostu bomba! Po kilku proaktywnych działaniach, bezpośrednim kontakcie i zaproponowaniu organizatorom chęci udziału okazało się, że jest na to szansa. Jakiś tydzień później, po około 40 dniach od rozpoczęcia działań mieliśmy pierwszego klienta! W długi majowy weekend 1-2 maja odbyły się warsztaty dla dzieci na Zamku Czocha. Pierwszy sukces i pierwsze kilkaset złotych zarobku!

Start kanału na YouTubie

W pierwszej połowie kwietnia odbyło się także inne ważne wydarzenie. Co prawda pierwszy film z Sylwią nagraliśmy 14 marca w Muzeum w Ziębicach, jednak przez niemal miesiąc nic w temacie wideo się nie zadziało.

Koło 10 kwietnia nastąpiła zmiana. Sylwia poszukując inspiracji na Youtube zobaczyła tyle słabych materiałów, że… uznała, ze nawet ona może lepsze zrobić. I to na pewno prawda. Na Youtube jest mnóstwo fantastycznych materiałów edukacyjnych i rozrywkowych, jednak jest też równie dużo nędznej jakości filmów kręconych, w najlepszym wypadku, kanapką.

Po pierwszych kilku filmach okazało się, że radzi sobie przed kamerą bardzo dobrze i jak na półimprowizację to mówi składnie i sensownie. A to nie jest częsta umiejętność.

Zaczęliśmy od filmów z ogrodu w tematyce wiosennych roślin. Pierwsze 4-5 filmów wylądowało na facebooku. Dotarły do kilku tysięcy osób, jednak nie wzbudzały ogromnego zainteresowania. Niemniej pojawiły się pierwsze komentarze i polubienia fanpage. Jednocześnie wrzucałem je na Youtube, jednak moja wiedza o tej platformie była o wiele wiele wiele mniejsza niż obecnie.

Regularnie filmy zaczęły się pojawiać dopiero pod koniec czerwca i tamten okres uznaję za start kanału. Stopniowo jak Sylwia oswajała się z kamerą powstawały filmy z rodzaju „jak zrobić…” . I już drugi film okazał się jednym z kilku złotych strzałów – film o tym jak w domu zrobić nalewkę z zielonych orzechów. W kilka dni zdobył parę tysięcy odsłon, przybyło subskrypcji, a do dzisiaj zebrał ponad 16 000 obejrzeń. Nieźle.

Droga od 0 do 100 000 odsłon

Kolejne filmy pojawiały się co kilka dni i zbierały raz więcej, raz mniej odtworzeń. Widoczna była popularność filmów pokazujących jak zrobić ocet jabłkowy, cukinię czy inne przetwory. Słowem spożywcze i ekologiczne. W międzyczasie mocno zgłębiłem algorytmy Youtube by jeszcze bardziej zwiększyć prawdopodobieństwo dotarcia do dużej liczby osób.

Kolejnym hitowym filmem był prezentujący jak zrobić w domu ocet jabłkowy. Petarda, do dzisiaj mająca sporą oglądalność. Zebrał już ponad 50 000 odsłon. Do tego 4 filmy mają ponad 10 000 odtworzeń. A dokładniej miały, bo to statystyki z dnia 12 września 2018

A jak to wyglądało z zza kulis?

Najpierw spisywanie pomysłów, potem wypunktowanie najważniejszych rzeczy do powiedzenia czyli zarys scenariusza każdego odcinka. Przygotowanie miejsca nagrania i wszystkich potrzebnych produktów. Co się na to składa? Rozłożenie oświetlenia by film dobrze wyglądał, podłączenie i przetestowanie mikrofonu, wcześniejsze zaplanowanie i zrobienie zakupów na rzeczy, których nie ma w ogródku. Samo nagranie – kilka godzin raz na kilka tygodni, podczas których kręciliśmy od 3 do 9 filmów (poza kilkoma pierwszymi).

Potem ja zajmowałem się montażem, korekcją kolorów, dodaniem napisów, wyrenderowaniem filmów, wrzuceniem na Youtube, dodaniem wszystkich możliwych opisów i zaplanowanie publikacji. Taki gruszkowy kombajn multimedialny.

Około 25 sierpnia uznałem, że gdy kanał  zbierze 100 000 odsłon to opiszę wreszcie ten proces i zaproszę do współpracy inne osoby, które chciałyby zainwestować w swoją rozpoznawalność w sieci. Lub też swojej firmy czy organizacji. Kanał miał wtedy 52-54 tysiące wyświetleń. W małym konkursie obstawialiśmy kiedy pęknie 100 000. Ja obstawiałem 28 września, Gabi 26 października, a Sylwia przed świętami Bożego Narodzenia.

Stało się to o wiele szybciej, co bardzo mnie cieszy. Dokładnie 12 września 2018 po godzinie 20. I maksymalnie dzień później miał ukazać się ten artykuł, ale moja strona była jeszcze daleko w polu.

Czy to dużo? Czy to mało? To zależy! Dla dzieciaków puszczających na Youtube jak grają w gry i mają po 100 czy 200 tysięcy wyświetleń na film to po prostu nic. Dla małego niszowego kanału kogoś realizującego swoje zainteresowania, który dopiero co pokazał się światu – całkiem sporo.

Jak wyglądała droga do miliona?

Podsumowanie miało się pojawić na 100 000 wyświetleń, ale wtedy skumulowały się komplikacje w mojej firmie i nie miałem czasu by poświęcić pełnych kilka dni na poprawienie mojej strony i napisanie tego nie krótkiego artykułu.

Od marca do czerwca opublikowaliśmy 10 mało popularnych filmów. Nie były wrzucane regularnie i miały po kilkadziesiąt odsłon.

Uzyskanie pierwszych 100 000 wyświetleń trwało 80 dni od rozpoczęcia regularnego publikowania, i dodatkowych 26 filmów! Kolejne 100 000 trwało 38 dni i 11 filmów. Pół miliona 29 listopada czyli po kolejnych 39 dniach. Milion 29 marca 2019 roku. Drugi milion – tuż po wakacjach 🙂 (edycja: na początku września, więc nieźle wytypowałem)

W sumie na kanale jest 87 filmów z czego kilka wciąż jest chętnie oglądanych. Na przykład film o tym jak zrobić prosty chleb w domu zaraz dobije do 300 000 wyświetleń, a kilka z nich ma ponad 100 000.

I tutaj pojawia się pytanie: czy nie można od razu zrobić filmu, który ma tak dużo wyświetleń? Zwykle nie, chyba, że to śmieszny kot zamknięty w pralce. Budowanie społeczności trwa. Bez wcześniejszych filmów nie możliwe byłoby zyskanie tylu reakcji i komentarzy by youtube wyświetlał te filmy innym i napędzał wyświetlenia. No może, przy odpowiednio dużym budżecie byłoby to możliwe, ale tego nie braliśmy pod uwagę.

Ile można zarobić na Youtube?

Krótko i na temat: mniej niż myślisz. Jeśli chcesz traktować youtube jako źródło zarobku to tematyka musi być popularna, produkcje dobrej jakości i regularne. Rozsądniej jest traktować ten kawał jako miejsce budowania społeczności i zainteresowania swoimi działaniami.

Pieniądze z reklam są zależne od tematyki kanału. Przy kanałach biznesowych i finansowych reklamy przynoszą więcej pieniędzy. Tutaj było to kilkaset złotych za każde 100 000 wyświetleń. Niby nie dużo, ale dzięki temu finansowanie reklam i marketingu było o wiele prostsze.

Do dzisiaj Youtube Sylwii przyniósł 3650 złotych, oczywiście minus podatek. W tym jeden film jedną trzecią tej kwoty!

Zanim jednak pobiegniesz zakładać kanał małe ostrzeżenie. Od roku Youtube nieco zwiększył progi po których można zarabiać na reklamach przy swoich filmach. Obecnie są dwa warunki: twój kanał musi jednocześnie mieć 1000 subskrybentów i ponad 4000 godzin obejrzanych filmów w ciągu ostatnich 12 miesięcy! W praktyce na tym kanale zanim przekroczyliśmy te progi, a youtube zaakceptował wniosek o przyłączenie do programu partnerskiego (prawie 3 tygodnie), mieliśmy 160 tysięcy wyświetleń bez reklam.

A warto pamiętać, że każdy odcinek to mnóstwo pracy: scenariusz, scenografia, czas, sprzęt do nagrywania, montaż, korekta kolorów, renderowanie, opisywanie, zrobienie miniaturki, publikowanie, promowanie… Możesz się śmiać, ale bycie youtuberem, wcale nie jest takie proste jak myślisz. Same kilka godzin nagrań to spory wysiłek fizyczny.

Jak się nazywa to co robisz?

Takie pytanie dostałem dłuższy czas temu i musiałem się chwilę nad tym zastanowić. Moje umiejętności techniczne są bardzo potrzebne, wręcz niezbędne w większości biznesów. Jednak największą różnicę robię gdzie indziej – pomiędzy tymi działaniami, wykorzystując swoje doświadczenie, wiedzę i popełnione błędy. Łącząc elementy, wyciskając z nich jak najwięcej i wskazując słabe elementy.
Podpowiadając co w danym przypadku sprawdzi się najlepiej, ucząc innych i wyciskając z nich ich najmocniejsze strony i możliwości. Technicznie nazwałbym to usługą konsultingu (bo konsultujemy, omawiamy, doradzam) wraz z wdrożeniem (czyli napisaniem oferty, zaplanowaniem promocji, zrobieniem strony www, prostych grafik, filmów po wydruk materiałów)

Pracuję w  cieniu i bardzo dobrze się czuje w tej roli. Tym i innymi wpisami trochę wychodzę z cienia, by pomóc większej ilości osób.

Dlaczego tym razem pracowało nam się wyjątkowo dobrze?

Z mojej strony dlatego, że miałem wolną rękę w niemal wszystkim i nie musiałem marnować sił i czasu na dyskusję pokroju „o tutaj logo za małe”, „łeee inne słowo daj” „dodaj tam jeszcze małpkę i dwa banany na plakat”.

Zarówno w drukarni jak i pomagając innym ludziom przerobiłem już mnóstwo materiałów i wiem, które elementy komunikatu są istotne i jaka forma znajdzie zastosowanie w danej sytuacji. Wciąż często spotykam się z tym, że ktoś ma wizję, jak ma wyglądać np. jego logo. Przy czym jego wizja będzie skutkowała tym, że to logo będzie potem nieużyteczne w wielu sytuacjach (np. gdy będzie chciał je przenieść na koszulki czy kubek) lub jego obróbka będzie tak droga, że nie ma sensu tego robić. Kilka razy udało mi się przekonać klienta do zmian, częściej kończyło się na mojej dobrej radzie „nie polecam tego rozwiązania, bo X, ale to pana pieniądze i wyda je pan jak chce”.

Nie jestem fanem byle jakości, ale też jestem fanem robienia dobrze jak najszybciej i poprawiania w locie. Czasami nie warto robić czegoś świetnie, bo różnica między 90% a 100% jakości bywa niezauważalna dla odbiorców, a często kosztuje drugie dwa lub trzy razy więcej niż podstawa. Z czasem warto inwestować, ale lepiej zacząć niedoskonale niż marzyć o perfekcji.

Zresztą spójrz na moją stronę www. Są tam 3 zakładki i w sumie niewiele informacji o mnie. Ale już mam gdzie publikować wpisy, gdzie zamieścić ofertę i odsyłać zainteresowanych. A z czasem ją poprawię.

We współpracy z Sylwią byłem jedyną osobą techniczną, więc miałem sporo wolności co do tworzenia materiałów i wybrania form przekazu. Wymagało to dużego zaufania do mnie, którego mam nadzieję, nie zawiodłem. Zaufanie jest kluczowe, bo na dobrą sprawę staje się działem marketingu danej firmy i odpowiadam za komunikacje. A by robić to dobrze, muszę bardzo dobrze poznać twój biznes.

Ile to kosztuje?

Próbowałem skosztorysować ile te wszystkie usługi kosztowałyby gdyby je zlecać oddzielnie lub nawet pakietami. Przyjąłem ceny nieco niższe niż mediana rynkowa. Nie oddają może w 100% cen jednak mocno pokazują wartość realną.

Strategia i plan działań
Stworzenie prostej strategii, modeli cenowych, określenie kluczowych problemów, stworzenie planu działania, w tym strategii komunikacji – 2000

Strona WWW i oferta
Zrobienie logo – 300
Domena, serwer na rok, aktualizowanie – 400
Strona WWW – 1800
Zainstalowanie protokołu https – 150
Oferta (część tekstowa, merytoryczna i graficzna)  – 1000

Facebook
Założenie Fanpage – 300
Umieszczanie 162 wpisów na Facebooku (w tym stworzenie części z nich) – 5670

Filmy
Nagranie 87 filmów – 6960
W praktyce było ich ponad 120, ale część szła tylko na FB
Montaż, obróbka, upload i opisywanie filmów, zrobienie miniaturek 40 filmów – 10440
Uruchomienie reklam na facebooku do danej grupy docelowej. Ponad 100 postów i filmów– 6000 (+budżet reklamowy)
Moja praca konsultingowa, czas, wynajęcie swojego sprzętu, zdjęcia z banku zdjęć, oprogramowanie i innych – 5250

W sumie 40 270 PLN.
Tyle by to kosztowało na rynku.

Dodatkowo poniesione koszty:
Kwota wydana na reklamę –  ok. 1300 zł
Wydruk dyplomów i pieczątki na warsztaty – 270 zł
Zakup używanego piekarnika na warsztaty – 100 zł

Szczegółów mojego wynagrodzenia nie zdradzę, ale w porównaniu do cen rynkowych taki pakiet nie przypadkiem nazwałem wcześniej Ofertą nie do odrzucenia.

Zresztą każdy, kto prowadzi swoją firmę wie, że nawet połowa tej kwoty zainwestowana na tak szeroki zakres usług jest absolutnie warta tej ceny. A ta oferta była jeszcze lepsza. Niestety z każdy klientem koszt będzie nieco wzrastał, tak jak moje umiejętności i skuteczność działań. Tym bardziej zapraszam do współpracy jeśli myślisz o tym by zacząć stopniowo zarabiać na swojej pasji.

Jeśli potrzebujesz porady lub pomocy – odezwij się do mnie!

Co się zmieniło?

Sylwia

Zmieniło się moje podejście do promowania siebie. Jeszcze kilka miesięcy temu było dla mnie nie do pomyślenia, żeby publicznie coś mówić, publikować zdjęcia. Teraz nawet to lubię. Najtrudniejsze są dla mnie nadal sprawy techniczne i nie wiem jak technicznie dalej to pociągnę.

Bardzo się cieszę z współpracy, to była świetna decyzja. W efekcie jestem zadowolona, że jednak nie otrzymałam tej dotacji, bo dzięki innej drodze, lepiej wiem co chcę robić.

Wspaniałe jest to, że otrzymałam reklamę, wsparcie, rady, propozycje różnych rozwiązań, kompleksową opiekę.

Co dalej?

Co jakiś czas pojawiają się możliwości zrobienia odpłatnych warsztatów, jednak wciąż wiele pracy przed Sylwią. Pozyskiwanie klientów i tworzenie dobrej jakości treści to dla 1 osoby naprawdę dużo pracy, zwłaszcza pracując etatowo.

Od kilku tygodni widać jak wszystko zaczęło przyspieszać: liczba odsłon filmów rośnie lawinowo, pojawia się mnóstwo komentarzy i coraz więcej maili. W tym także zapytania o warsztaty. I o to właśnie chodziło!

Ale to na pewno nie koniec, wręcz dopiero początek. Kula śnieżna ruszyła i siłą rozpędu wiele rzeczy będzie szło coraz łatwiej. Jednak nie można odpuścić publikowania wartościowych materiałów i szukania sposobów na zarabianie.

Co dalej ? Na pewno pojawią się jeszcze:
– kolejne filmy.
– budowanie bazy mailowej oraz
– testy reklamy LeadAds na Facebooku
– stworzenie kolejnych produktów
– gdzieś w powietrzu jest próba stworzenia łopatologicznego kursu online dla niepotrafiących gotować.
– Kolejne warsztaty i nieznane jeszcze wyzwania.

Podsumowanie

Jestem naprawdę zadowolony ze swojej pracy (a nie często się to zdarza) i chętnie powtórzę ten proces z kimś innym. Śmiało mogę powiedzieć, że obie strony na tym zyskały i była to bardzo przyjemna współpraca.

Podkreślę jeszcze raz, że był to nasz projekt poboczny: dla mnie po godzinach pracy firmy, a dla niej pozaetatowe zajęcie. Czy to był lekki spacerek? Zdecydowanie nie! Sporo wieczorów poświęconych na tworzenie materiałów, wystawianie się na oceny ludzi, godziny prac wieczorami i nocami i najgorsze: czekanie na efekty.

Był to przyspieszony intensywny kurs przedsiębiorczości w praktyce. W pół roku zrobiliśmy tyle ile jednej osobie zajęłoby przynajmniej 12-18 miesięcy.

Dopisek z września 2019: Obecnie ta część moich działań jest kluczowa i najbardziej dla mnie przyszłościowa. Pojawili się nowi kliencie z którymi współpracuję, kilka nowych projektów wisi już w powietrzu i wciąż pracuję z Sylwią. Piszę coraz więcej ofert i video, co sprawia, że mogę jeszcze sprawniej pracować dla moich klientów.

A kończąc zapraszam do współpracy w tym właśnie modelu: długotrwałej, szerokiej współpracy, która dla Ciebie będzie o wiele tańsza, niż nawet połowa tych usług kupowanych osobno. A Sylwii gratuluję drugiego miliona do którego się zbliżamy.